Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czapidła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czapidła. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 stycznia 2013

Naoczna twórczość własna

Naoczna - bo robiona metodą "na oko". Czapka już któraś z kolei, więc pewne wyobrażenie miałam. A i tak musiałam pruć kawałek już skończonej bo mi za długa wyszła.
Natpmiast połączenie szala z kominem i kapturem to już całkowita improwizacja.






Ku pamięci - Tynia ma zabawę, jakiej nie zauważyłam u poprzednich dzieci. Położona na brzuchu rozpościera ręce na boki, unosi je, jakby udawała samolot jednocześnie odrywając od podłogi stopy. I tak się kołysze na klatce piersiowej i brzuchu. Długo te seanse trwają a ona jest wniebowzięta.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

W czasie weekendowych rozjazdów powstał komplet dla dwuletniej dziewczynki. Zmieszałam różowego merynosa z allegro z włóczka Trekking color - wyszedł cieniowany melanż:

sobota, 1 grudnia 2012

Komplet Bardzo Jesienny

Wiem, że po czasie, wiem. Ale nic na to nie poradzę :)
przepis: Drops Delight, kilka wieczorów, i przedpołudni - "Kuba Guzik i Maszynista Łukasz" niemal w całości, raz smażenie naleśników :)

sobota, 17 listopada 2012

Poppy x 3

Nieśmiertelna poppy wykonana w trzech rozmiarach; czapek w domu mamy zatrzęsienie, niekoniecznie dobranych do kurtek, szalików etc. W tym roku w kocu się zabrałam za własna rodzinę - na pierwszy ogie poszły dziewczynki - każda z nich otrzymała swoj czapkę - wszystkie poppy i wszystkie z polałaczenia mojej farbowanej na turkusowo wełny (nieudanie farbowanej :) oraz fabel Dropsa. Ponieważ w obu przechodz barwy w podobnych odcieniach całość dała efekt, który mi osobiście się podoba. Do tego Anielka i Jadzia otrzymały krótkie golfy - kominy na szyje.

Po czym się okazało, że noszone będa tylko dwie czapki - te większe. Faustynowa okazała się zbyt mała. Więc zrobiłam całkiem inna - ale jej tutaj nie mam jeszcze uwiecznionej. W ogóle, to kłopot z tymi zdjęciami bo na dwór aparat jest nieporęczny do noszenia wraz z dzieckiem w chuście, torba etc. i jakoś tak okazji brak. Stad te liche zdjęcia domowe, które w ogóle nie miały trafić na bloggera. Ale, ponieważ nie wiem, kiedy będę miała inne, chwalę się tym,co mam :)




środa, 7 listopada 2012

Czapka o czarodziejskich właściwościach, grzejca wełna i chroniczny brak czasu

właściwie to ostatnia część tytułu mogłaby być zapewne podpisana przez każdego niemal tutaj zagladajacego. U mnie ostatnio przybrało to jednak maksymalny rozmiar bo nawet przestałam zagladać do Was. O moim własnym blogu nie mówiac... Mała infekcja, niby nic poważnego, ale uziemiła obie dziewczynki (te, które moga biegać) w domu. Tysia, u której miesic walczymy z paskudnymi pleśniawkami w buzi co wpływa na nia denerwujco, przeszkadza spać co z kolei zabiera mi czas na starsze dzieci. Gotować, prać, sprztać przecież trzeba... Nie jest to sytuacja STRASZNA, lecz nieco uciażliwa - chciałabym nieco więcej uwagi móc poświęcić rozmaitym kwestiom.
Szczęściem robienie na drutach nadal jest czynnościa, która daje się pogodzić z innymi symultanicznie :) I tak powstały kolejne części kompletów dla mamy i córki:



Kolejna czapka - uszatka, tym razem z Alpaki Dropsa - z magicznymi właściwościami - pasowania na głowę siedmio - i trzylatki.
Moje dziewczyny, wszystkie trzy, otrzymały na zimę nowe czapki, ale nie mam kiedy im zrobić w nich zdjęcia :)

czwartek, 11 października 2012

zatrzymane chwile i inne

Obróbka zdjęć, wrzucenie ich do netu, poprzerzucanie stron itd zajmuje tak wiele czasu, że jak już dojdzie do zrobienia wpisu na bloggerze jestem pełna wyrzutów sumienia. Albo budzi mi się dziecko. Albo zaczyna mnie molestować o bajkę. Albo zaczyna wołać pralka lub zmywarka domagając się rozpakowania. Ale wyrzuty sumienia są najsilniejsze. O ten czas, który mógłby zostać spożytkowany na coś innego, bardziej pożytecznego i budującego relacje rodzinne. I wtedy tracę pomysł na to, co chciałam napisać. Bo umysł krąży już wokół innych kwestii, wydających się zdecydowanie bardziej priorytetowymi.
Dni mijają karkołomnie nieco - w ciągu ostatnich dni poranek trzykrotnie odbywa się z akompaniamentem pralki wypełnionej Jadziową pościelą - nocami uwalnia się stres...? Czynności tuż po wstaniu to nałożenie na siebie szlafroka i wypicie z mężem kawy ok. 6.30 - jeśli mamy szczęście udaje się tę okazję odbyć we dwójkę. Zazwyczaj jednak już wtedy któreś z dzieci kończy swój nocny spoczynek - celuje w tym Wigi, która nad ranem śpi jak królik - minusem jest tutaj fakt, że o tej porze zazwyczaj wstaje mocno zła. Na wszystko. Potem zostaję sama z czwórką - pobudka do szkoły, jak się uda (tak jest zazwyczaj), Tynka jeszcze śpi (albo: już śpi). Oni się ubierają, ja szykuję kanapki na przerwy, śniadanie do zjedzenia przed wyruszeniem. W końcu, zazwyczaj tuż przed tym, zanim stracę cierpliwość z powodu opieszałości w zbieraniu się - Krzyś i Anielka wychodzą do szkoły. Potem ubieranie, ścielenie łóżek, oporządzanie Tysiola - pielucha, ubranie, podanie wszystkich zalecanych witamin, czyszczenie kilkakrotne w ciągu dnia buzi z parszywymi aftami, które nie dają się do końca zlikwidować, pranie, odkurzanie po zwierzakach, które gubią sierść jakby postradały rozum, czytanie, gotowanie... jak w tym kociokwiku wypadnie nam coś ekstra - np. wizyta w poradni preluksacyjnej, konieczność przymiarki fartucha do pracy do zrealizowania w ciągu 5 dni, wizyta moja u lekarza, szczepienie bądź cokolwiek, czego nie da się odwlec w czasie - to wszystko staje na głowie. Trzeba dokonać organizacji godnej napadu na bank, zsynchronizowanej w czasie i miejscu, poumawiać opiekę nad dziećmi w razie ewentualnego spóźnienia się nas z miasta do wiejskiej szkoły... ogólnie myślę, że po skończeniu urlopu macierzyńskiego mogłabym organizować od strony praktycznej kampanię wyborczą w USA.
A w międzyczasie usiłuję nadal uskrobać coś dla siebie - głównie wieczorami oraz podczas stania w korkach - zaczęły się potężne roboty drogowe na naszej dojazdówce do miasta.
Oto efekty:

piątek, 21 września 2012

Debiut wybiegowy

Przydał mi się noworodek w domu - akurat skończyłam komplet dla Dziecka, którego jeszcze nie ma na świecie - mogłam sprawdzić, jak sprawuje się tunika robiona według wzoru little sister dress - i chyba dla Faustyny wykonam taką samą :) Żyjemy w świecie równoległym do tego, w którym tkwiliśmy do początku września. Czas płynie jakoś obok, wyznaczają go nie tylko okresy spania (dłuuuuuuugie)i karmienia Tysi, ale i posiłków, szkoły, kontrolowanego zegarkiem korzystania multimediów starszych dzieci, czytania książek Jadzi, gotowania, wieszania prania, prasowania - wszystko w tym czasie trzeba sobie dokładnie zaplanować by potem misterna konstrukcja funkcjonowania rodziny nie zachwiała się - jesteśmy tak, jakbyśmy stawali się całością od nowa, od początku - takie zmiany wprowadza w życiu jedynie malutka istotka, która zajmuje się głównie spaniem... A oto i ona w tunice:
udało mi się też skończyć komplet dla pewnego chłopca - wszystko robiłam będąc jeszcze w szpitalu, teraz zdecydowanie tempo mi osłabło, cokolwiek by nie mówić o braku zazdrości starszego rodzeństwa, wszyscy wymagają teraz zwiększonej uwagi i indywidualnego podejścia bardziej niż dotychczas co skutecznie zajmuje mi niemal cały wolny czas, jaki mi pozostał po wymienionych wyżej czynnościach :)

piątek, 7 września 2012

Nadal telegraficznie

Pojutrze wyruszam do szpitala, więc, poza zrobieniem wpisu na blogu mam sporo rzeczy do ogarnięcia, stąd dalsza lakoniczność wpisu - raczej obrazkowego.
Nadal przerabiam koraliki, kolejne bransoletki wpadają do prowizorycznego kuferka:
Dwie zrobione z "morźnyxh" oraz przezroczystych koralików na farbowanych przeze mnie pasemkach muliny:



I na koniec - w końcu - druty - czapka - ślimak do zrobionej daaawno temu chusty zielonej z kapturem:

wtorek, 4 września 2012

Telegraficznie

Żeby nie było, że porzuciłam duże druty dla małych drucików i koralików :)
Nadal dziergam. Kilka dni temu skończyłam komplet zimowy trzyczęściowy. Ponieważ trudno mi ostatnio wydobyć z siebie dłuższą sensowną wypowiedź zawierającą dawkę sensu, skupię się na przekazie wizualnym:


Komplet jest dorosły, Anielka znalazła się we wpisie dlatego, że przymierzywszy czapkę zażądała fotografii z Burgerem. Po czym wieczorem uzmysłowiłam sobie, że nie zrobiłam zdjęcia czapki w ogóle i to z Anielką jest jedynym.
Poza tym udało mi się zebrać do kupy resztę kolorów wrzecion lawendowych, plecionych jeszcze w sezonie - mam ich całe pudełko :)


Ale by nie było, że koraliki i kumohimo też rzuciłam w kąt...:


Poza tym zaczęliśmy podwójnie szkołę, na razie trudno powiedzieć więcej poza tym, że dzieci są całe zadowolone z początku roku. Przynajmniej na razie :)))

piątek, 24 sierpnia 2012

Kompletów czar...

Nocną porą ( w sumie mogłabym już tak oczywistych rzeczy nie pisać...) ukończyłam dwa porozgrzebywane komplety dwa dwóch dziewczynek pokazywane do tej pory w skąpych dawkach - a to czapka, a to zewłok na drutach...
Dwie dziewczynki mają już zimę zapewnioną - tzn jej przetrwanie z cieple :)
Pierwszy zestaw to komplet pokazywany wcześniej w postaci czapki na głowie Jadzi. Ponieważ nosicielką ma być dziewczynka w wieku dokładnie pomiędzy naszymi kobietkami dla kontrastu pokażę, jak ta niesamowita wełna zachowuje się na większej głowie. Nadal jest dobra... Chustę do niej dorobiłam prostą, ozdabiając ją tylko trzema rzędami dziurek (bałam się, że będzie za mała i dodałam ażuru dla powiększenia płaszczyzny) oraz falbanką.

A to powstało z tej zielonej kupki, która sekundowała nam przy zbieraniu bobu - Cudowna malabrigo w kolorze lettuce. Czapkę poppy ozdobiłam kwiatkiem z kilkunastu metrów wełny pozostałej mi po robieniu kolorowego sweterka do granatowych spodenek (nie mam czasu szukać linka teraz, przepraszam) a w środku ma wszyty guzik, którego mniejsze wersje zdobią rękawiczki. W ogóle wzór z poppy - te powtarzające się paski prawych oczek wykorzystałam jeko element łączący stylistycznie całość. Mam nadzieję, że z sensem...

To, co widnieje pod kompletem na zdjęciach z poniszczonymi deskami to już zapowiedź kolejnego wpisu - mamy nowy - baaardzo stary stół, którego blat daaaaawno, daaaawno temu był całkiem czym innym a teraz dzięki mężowi memu od wczoraj służy nam do picia kawy :))))