Gdy ta chusta była jeszcze na drutach, znajomy najpierw przyjrzał się uważnie temu, co robiłam a następnie zadał pytanie, cóż to jest, bo jemu to na jakieś glony wygląda :) Fakt, trafił. Na użytek miłośniczek zdrowego tryby życia mogę przechrzcić chustę na algową :)
a kota nikt nie chce??? Taki śliczny...
Strony
Etykiety
akcesoria
(12)
aplikacje
(10)
by dzieci
(23)
candy rozdawajka
(5)
chuścianki
(111)
Cladonia
(2)
czapidła
(22)
czytamy
(1)
dla dzieci
(79)
domowo
(18)
dziergane
(190)
farbowanie
(13)
filcoki
(4)
folklorystycznie
(12)
haft warmiński
(3)
homeschooling
(17)
k
(1)
kołowrotkowo
(9)
kominiarsko
(6)
koraliki i inne
(12)
kosmetyczki
(10)
kuchennie
(3)
lawenda
(17)
literatura
(3)
Lokalnie - warmińsko
(7)
mądrości z pograniczna handmade :)
(2)
muzyka
(4)
nasze zabawy
(9)
ogrodowo
(11)
patchwork
(21)
photo props
(1)
portfele
(40)
recycling
(62)
rękawicopodobne
(12)
różne takie :)
(26)
s
(1)
szycie
(115)
ślub
(2)
takie miejsca
(1)
targi
(2)
Tilda
(1)
torebki i torby
(18)
tutoriale
(3)
ubraniowo
(50)
wypadki przy pracy :)
(1)
wyróżnienia
(1)
z koszulek
(4)
zatrzymane chwile
(117)
zdania do zapamiętania
(8)
zestawy sugerowane
(5)
wtorek, 21 czerwca 2011
poniedziałek, 20 czerwca 2011
dwa portfele i kocia propozycja
Ponieważ wrzucam naraz dwa wpisy, od razu zaznaczam, że w tym drugim, poniżej tego pisanego aktualnie znajduje się pewna kocia propozycja - zajrzyjcie :)
Oddzielnie od niej wrzucam dwa nowe portfele, oba różowe, trzeci może dam radę zszyć dzisiaj. Kolory niekoniecznie moje, natomiast ten pierwszy znajduje miejsce w mojej nieobiektywnej pierwszej dziesiątce :) Bardzo mi zestawienie pasuje, mimo że takowego nie naszam zazwyczaj.
Oddzielnie od niej wrzucam dwa nowe portfele, oba różowe, trzeci może dam radę zszyć dzisiaj. Kolory niekoniecznie moje, natomiast ten pierwszy znajduje miejsce w mojej nieobiektywnej pierwszej dziesiątce :) Bardzo mi zestawienie pasuje, mimo że takowego nie naszam zazwyczaj.
komu kotka, komu?
Pytanie jak w tytule. Przyplątał się nam ostatnio młodziutki kot (już nie kociątko) - chyba najpiękniejszy, jakiego w życiu widziałam. Feeria barw, przeurocze usposobienie, ogromna doza towarzyskości, dogadywanie się z drugim kotem...
Nie mamy jak go zatrzymać, liczba dzieci i zwierząt do zaopiekowania się nieco nas przerasta, tym bardziej, że zbliżają się wakacje. Może kogoś złapie za serce? Nas już zdołał :)
Poza tym jakoś mam wątpliwości co do Burgerowego pacyfizmu.
Jeśli ktoś chciałby takie urocze stworzonko (najlepiej z naszych okolic chyba) - zapraszam. Oto wystawa zdjęć (ten rudy to nasz ALberto, nie do oddania :)
Nie mamy jak go zatrzymać, liczba dzieci i zwierząt do zaopiekowania się nieco nas przerasta, tym bardziej, że zbliżają się wakacje. Może kogoś złapie za serce? Nas już zdołał :)
Poza tym jakoś mam wątpliwości co do Burgerowego pacyfizmu.
Jeśli ktoś chciałby takie urocze stworzonko (najlepiej z naszych okolic chyba) - zapraszam. Oto wystawa zdjęć (ten rudy to nasz ALberto, nie do oddania :)
sobota, 18 czerwca 2011
złotawe ecru z koralikami :)
Szal udało mi się wczoraj po północy rozpiąć na szpilkach, dzisiaj już suchy zabrałam na sesję okiennicową. Nie do końca udało mi się chyba uchwycić ten odcień użytej włóczki ( na moje oko mieszanina bawełny,wełny i chyba jedwabiu (?) Wrobiłam weń koraliki zielonkawe z odcieniem turkusu (przy padaniu światła z odpowiedniej strony).
Opisu długiego nie zrobię, bo Jadzik włazi mi na kolana - niewyspana dzisiaj, bo udało jej się capnąć 40 min. drzemki w samochodzie pod aeroklubem.
Lecę więc pozdrawiając Was sobotnio :)
Opisu długiego nie zrobię, bo Jadzik włazi mi na kolana - niewyspana dzisiaj, bo udało jej się capnąć 40 min. drzemki w samochodzie pod aeroklubem.
Lecę więc pozdrawiając Was sobotnio :)
piątek, 17 czerwca 2011
fizyka w praktyce :)
Rzecz o tym, jak działają spadochrony. Stawianie oporu powietrzu i takie tam. Dla celów edukacyjno - ilustracyjno - zabawowych skonstruowaliśmy z dziećmi najprostsze w wykonaniu spadochrony. Kubeczki po jogurtach opasane gumkami recepturkami, do których przywiązaliśmy po dwa konopne sznurki przytroczone z kolei do uszu siatek jednorazowych. Krzyś je określił mianem spadochronów recyclingowych :)
Przyznam, że sama byłam zaskoczona ich skutecznością. Krzyś od dawna usiłował wykonać coś, co by mu latało albo przynajmniej spadało z opóźnieniem, ale trudno mu było zrozumieć, czemu uwiązany do reklamówki potwór z klocków LEGO spadał waląc ciężko o ziemię. Wytłumaczyłam związek między ciężarem, rozpiętością powierzchni, która miała stawiać opór powietrzu (na tyle, o ile humanista może pamiętać szkolną fizykę bez zaglądania do książek i netu :)
Wiaterek zawiewał, loty przebiegały więc pomyślnie, bez uszczerbku dla pasażerów (ludzików LEGO w kubeczkach) Zabawa trwała chyba z godzinę (trasa balkon - ogród pokonana rekordową ilość razy).
1. Zrzut. Należy pamiętać, bo worek był rozpostarty - powietrze musi go napełnić
2. Początek lotu
3. Rozwinięcie :)
4. Podejście do lądowania
5. Po lądowaniu wyglądają dość smętnie
6. Rzut oka w celu zlokalizowania obiektu
7. Zebranie sprzętu w celu dalszej jego eksploatacji
Jutrzejszy dzień intensywny od rana; zakończenie roku szkolnego na "Warmii" ogniskiem z kiełbaskami w stadninie koni, prosto stamtąd przejazd z Krzysiem na zajęcia Uniwersytetu DZieci - uwaga - na lotnisku :) a potem do domu. I JAdzia bez snu, chyba, że przyśnie w samochodzie (oby).
Chustę błyszczącą z koralikami skończyłam, jak się zbiorę do zblokowania to może da się ją pokazać wkrótce...
Przyznam, że sama byłam zaskoczona ich skutecznością. Krzyś od dawna usiłował wykonać coś, co by mu latało albo przynajmniej spadało z opóźnieniem, ale trudno mu było zrozumieć, czemu uwiązany do reklamówki potwór z klocków LEGO spadał waląc ciężko o ziemię. Wytłumaczyłam związek między ciężarem, rozpiętością powierzchni, która miała stawiać opór powietrzu (na tyle, o ile humanista może pamiętać szkolną fizykę bez zaglądania do książek i netu :)
Wiaterek zawiewał, loty przebiegały więc pomyślnie, bez uszczerbku dla pasażerów (ludzików LEGO w kubeczkach) Zabawa trwała chyba z godzinę (trasa balkon - ogród pokonana rekordową ilość razy).
1. Zrzut. Należy pamiętać, bo worek był rozpostarty - powietrze musi go napełnić
2. Początek lotu
3. Rozwinięcie :)
4. Podejście do lądowania
5. Po lądowaniu wyglądają dość smętnie
6. Rzut oka w celu zlokalizowania obiektu
7. Zebranie sprzętu w celu dalszej jego eksploatacji
Jutrzejszy dzień intensywny od rana; zakończenie roku szkolnego na "Warmii" ogniskiem z kiełbaskami w stadninie koni, prosto stamtąd przejazd z Krzysiem na zajęcia Uniwersytetu DZieci - uwaga - na lotnisku :) a potem do domu. I JAdzia bez snu, chyba, że przyśnie w samochodzie (oby).
Chustę błyszczącą z koralikami skończyłam, jak się zbiorę do zblokowania to może da się ją pokazać wkrótce...
środa, 15 czerwca 2011
z cyklu: co na drutach
Nie wiem, czy pamiętacie plecy zielonej kamizeli, której blokujące się plecy pokazywałam jakiś czas temu. Kamizela nie jest jeszcze skończona, natomiast, ponieważ wzór bardzo mi się spodobał postanowiłam użyć go w innej aranżacji. Szalowej. I koralikowej. :)
Rzecz na razie w fazie "w praniu", natomiast rośnie powoli. Wrzucam zdjęcia, bo niczym innym pochwalić się z dziedziny rękodzielniczej nie mogę. Czasu jakoś mało.
Złożyłam za to dokumentację do kuratorium, napisałam raporty ewaluacyjne (tylko przepisanie ich mi pozostało. I może... może... coś się uda zrobić więcej...?
Pozdrawiam Was w galopie obiadowo (lajtowo grilla postanowiłam dzisiaj podać) - domowym. Pa :)
Rzecz na razie w fazie "w praniu", natomiast rośnie powoli. Wrzucam zdjęcia, bo niczym innym pochwalić się z dziedziny rękodzielniczej nie mogę. Czasu jakoś mało.
Złożyłam za to dokumentację do kuratorium, napisałam raporty ewaluacyjne (tylko przepisanie ich mi pozostało. I może... może... coś się uda zrobić więcej...?
Pozdrawiam Was w galopie obiadowo (lajtowo grilla postanowiłam dzisiaj podać) - domowym. Pa :)
wtorek, 14 czerwca 2011
zatrzymane chwile
Na początku odpowiem na moje własnie pytanie z poprzedniego wpisu: Faktycznie, Jadzik z zapałem wertuje "Werandę Country", faktycznie autorstwa Asi :) Dobrze sobie wybrała :) Aczkolwiek od wczoraj artykuł niemal przestał istnieć, z wielkiej bowiem miłości oderwała potężny kawał kartki ze zdjęciem koni.
Chwile zatrzymane z poprzedniego tygodnia, z dni pełnych upału...
Chwile zatrzymane z poprzedniego tygodnia, z dni pełnych upału...
sobota, 11 czerwca 2011
czytelniczka... no właśnie, kto zgadnie czego? :)
Od kilku miesięcy Jadzik zapałał miłością do pewnego periodyku. Dokładniej, do jednego numeru zwłaszcza, w którym odkrył artykuł dotyczący hodowcy koni. Od tej pory kilkakrotnie w ciągu dnia mały łazik chodzi po dumu zawodząc: "koniki!!!" czyli - domagając się odnalezienia walniętego gdzieś wcześniej magazynu. Zastyga nad nim na długie (i błogie dla nas) godziny wałkując strony w te i wewte, komentując je (oooo, koniki!!!, o, jaja!!!; o, buleki! [psy]) Kto zgadnie, co pokochała Jadzia?
piątek, 10 czerwca 2011
Lawendowa gail
Żeby nie było, że nic się u nas nie dzieje - Gail kolejną skończyłam, zamówioną jakiś czas temu, czas na nią jakoś znaleźć trudno mi było. Wygląda, jak następuje:
W międzyczasie udało mi się skończyć ostatnią w mym życiu - mam nadzieję - nauczycielską teczkę awansową. I tym samym, po zakończeniu sprawozdania z ewaluacji (nauczyciele wiedzą, co to za dziadostwo) mam nadzieję wrócić do grona żywych :)
W międzyczasie udało mi się skończyć ostatnią w mym życiu - mam nadzieję - nauczycielską teczkę awansową. I tym samym, po zakończeniu sprawozdania z ewaluacji (nauczyciele wiedzą, co to za dziadostwo) mam nadzieję wrócić do grona żywych :)
czwartek, 9 czerwca 2011
Wormioki
Nasz lokalny patriotyzm objawia się również tak:



Dziękuję za wszystkie synowskie życzenia, dziwnie mi mieć takie duże dziecko - wiem, wiem, teraz odezwą się rodzice nastolatków :)))
Asiu, opcję zmiany przeglądarki rozważam, aczkoleiwk do tego zdecydowanie jest mi potrzebny Marcin, który jest ostatnio zajęty mocno, bo - uwaga - wykańczamy górę domu, więc wieczory spędzam sama. Z opornym bloggerem. Ale, jak tylko go dorwę na tyle malo zmęcznoego by mieć serce zawracać mu glowę to z pewnoscią go wykorzystam, bo to okropne, nic nie móc powiedzieć/napisać!!!



Dziękuję za wszystkie synowskie życzenia, dziwnie mi mieć takie duże dziecko - wiem, wiem, teraz odezwą się rodzice nastolatków :)))
Asiu, opcję zmiany przeglądarki rozważam, aczkoleiwk do tego zdecydowanie jest mi potrzebny Marcin, który jest ostatnio zajęty mocno, bo - uwaga - wykańczamy górę domu, więc wieczory spędzam sama. Z opornym bloggerem. Ale, jak tylko go dorwę na tyle malo zmęcznoego by mieć serce zawracać mu glowę to z pewnoscią go wykorzystam, bo to okropne, nic nie móc powiedzieć/napisać!!!
środa, 8 czerwca 2011
osiem lat
Dzisiejszy wpis poswięcony w calosci Krzysiowi. Który osiem lat temu mial kilka godzin zaledwie :) Inspirujące i czasami trudne jest osmioletnie rodzicielstwo, rozbijamy się o gniewne slowa: "Nie traktuja mnie, jakbym byl dzieckiem!!!", walczy wewnętrznie w naszym synu dziecko i stający się powoli mlodzian, niemniej lata te cudne... Zachwycam się jego obowiązkowoscią szkolną (legnie za to domowa :) - tak naprawdę do zeszytów zaglądam raz na kilka miesięcy i to raczej w celu udzielenia pochwaly. I gdy potrzebuję wsparcia wewnętrznego na widok balaganu w pokoju :)))
Sportowa fascynacja trwa, życzeniem urodzinowym byl strój bramkarza. Obecnie, gdy piszę te slowa, panowie oraz Anielka ukladają wspólnie podlogę w jednym z pokoi na piętrze. Multizadaniowe nam dziecko rosnie - lubi gotować, malować, próbowal nawet robić na drutach. Nadal tańczy na Warmii - zdjęcia czekają na wpis, którego nie mam czasu zrobić. Biegam ostatnio bardzo, aparatu nie mam kiedy chwycić bo i dom stal się domem podwórkowym z racji na porę roku (ledwo zdążę sobie kawę zrobić i chwycić ją po pracy wychodząc wyciągana przez Jadzię przed dom). I nadal nie mogę pisać komentarzy. Próbowalam przeeglądarki Mozilla - blogspot nawet się nie wlącza. Hmmm...
A oto jubilat w ujęciach z ostatniego miesiąca:



Sportowa fascynacja trwa, życzeniem urodzinowym byl strój bramkarza. Obecnie, gdy piszę te slowa, panowie oraz Anielka ukladają wspólnie podlogę w jednym z pokoi na piętrze. Multizadaniowe nam dziecko rosnie - lubi gotować, malować, próbowal nawet robić na drutach. Nadal tańczy na Warmii - zdjęcia czekają na wpis, którego nie mam czasu zrobić. Biegam ostatnio bardzo, aparatu nie mam kiedy chwycić bo i dom stal się domem podwórkowym z racji na porę roku (ledwo zdążę sobie kawę zrobić i chwycić ją po pracy wychodząc wyciągana przez Jadzię przed dom). I nadal nie mogę pisać komentarzy. Próbowalam przeeglądarki Mozilla - blogspot nawet się nie wlącza. Hmmm...
A oto jubilat w ujęciach z ostatniego miesiąca:



Subskrybuj:
Posty (Atom)










































