Republika Babska śle pozdrowienia :)
Męska część populacji wyemigrowała o jakieś setki (tysiące?) kilomentrów na Zachód pozostawiając niewiasty w ogarniętym ospą ostatnim przyczółku. No to i rządzimy :)
Męska część populacji wyemigrowała o jakieś setki (tysiące?) kilomentrów na Zachód pozostawiając niewiasty w ogarniętym ospą ostatnim przyczółku. No to i rządzimy :)
Anielka, bidulka źle spała w nocy, budząc się o 4.30 z powodu dotkliwego swędzenia. Osmarowana i napojona przywędrowała do mojego łóżka, gdzie usiłowała zasnąć. Zajęło jej to nieco czasu spędzonego na kręceniu się, podrapywaniu i oklepywaniu okolic wysypanych krostkami. Wystarczająco dużo, by, niedługo po jej zaśnięciu, przyszła pora wstawania porannego Jadzi.
I w ten oto sposób, o godzinie 8 rano miałam już pomytą część podłóg, sprzątniętą kuchnię po śniadaniu moim i Jadzi oraz odziane najmłodsze dziecko. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło :)
Bidok nasz chory miał dzisiaj dzień kryzysowy - zresztą, próby wyobrażenia sobie takiej ciągłej potrzeby drapania się we mnie samej wywołuje niemal histerię. Popłakiwała i ogólnie trzeba jej było znaleźć odskocznię od rozmyślań nad dolegliwościami ciała. Wymyśliłam więc kilka zajęć rozrywkowych, z których jedną było pieczenie rogalików drożdżowych.


Oto nasza kolejna odskocznia odospowa - baśń japońska - sama z ciekawością czekam na zakończenie bo zapowiada się mocno zaskakująco.
a, jakby ktoś nie zauważył z daleka, moja osobista odskocznia (do czytania) wygląda aktualnie tak: :)

Jadzik, na pytanie: gdzie jest Krzyś? Odpowiada nieodmiennie: "w koie" (czyt. placówce oświatowej - trzymała się tej wersji dzielnie przez cały dzień), natomiast tata jest "bumbumbum piacy" - z jakiegoś powodu samochód zawsze jest określany potrójnym "bum". I to mi przypomniało, jak to nas odwiedził kuzyn z żoną. Przyszli do nas pieszo, wieczorem z sąsiedniego domu mojego brata. Jadzik długo wpatrywał się w ciemne okno. Przyzwyczajona, że do nas nikt z buta nie przychodzi, nagle stwierdziła oskarżycielsko patrząc na gościa: "buik [wujek] bumbumbum ni ma". Po czym zajrzawszy bystro pod stół dokonała, wyraźnie uspokojona, aktu rehabilitacji: "buty ma!"










































