Maszynę do szycia, jak wspominałam, miałam pożyczoną od taty mego. Dobry, stary Łucznik miał jedną zasadniczą przywarę; nie był mój :) A mi się taka moja, własna, prywatna maszyna marzyła... Nawet sobie upatrzyłam model - Janome 525S - droga dość, ale - jak pisały dziewczyny z forum Po godzinach - warta swojej ceny. Zaczęłam więc ściubolić fundusze. Nawet już udało mi się niemal całość zdobyć. Mąż zaczął coś przebąkiwać, że można już pomyśleć o zamówieniu (on miał rozmawiać z panią ze sklepu internetowego, bo on jest lepszy w rozmawianiu o rabatach :) ale ciągle nie miał czasu - ani w pracy, ani w domu. Poza tym w domu zajmował się obrabianiem mojej metki (tak, tak, jak tylko nabędę papier termotransferowy, będą i metki!!!). Czekałam dość cierpliwie, bo itak zbliżał się weekend.
A dzisiaj...
Po pierwsze - namówił mnie, żebym nie wyjeżdżała do miasta (zazwyczaj w piątki ruszam z dziećmi na rozmaite sprawunki) pod pozorem przełożenia zakupów na sobotę. Po drugie - zostawił w domu pieniądze - jak powiedział - pracownicze :). Po trzecie - o godz. 10 sprzątanie domu przerwał mi łomot do drzwi (nie mamy dzwonka), w których zastałam miłego pana z przesyłką oklejoną wielkimi taśmami z napisem JANOME.
Myślałam, że usiądę.
Wiecie, jak to jest, jak spełnia się Wam takie wieeelkie Marzenie przez duże M?
Jest absolutnie doskonała. Cichutka, łatwa w obsłudze (już Krzyś udzielał Marcinowi instruktażu :), lekka (ale nie za lekka), bielutka, cudowna, kochana i moja!!!
I mąż kochany - pierwszy raz udało mu się zrobić mnie w konia. W dodatku jakoś się na niego za to nie gniewam :)
A wczoraj, odchodząc wieczorem od szycia, stwierdziłam - bo byłam umordowana, że chyba muszę sobie zrobić nieco przerwy od szycia.
No to dzisiaj zrobiłam i obfotografowałam tutorial na kosmeTYCIUNIĘ. No i mam kolejną. Znowu fioletową :)
1. Potrzeba po dwa kawałki: materiału wierzchniego, podszewki i ociepliny (wszystkie w takim samym kształcie, jak te na zdjęciach). Zamek błyskawiczny o długości nieco dłuższej niż łuk na wykroju, ozdóbki różnorakie.

2. Przykładamy ocieplinę do lewej strony materiału wierzchniego...
.jpg)
3.... i obszywamy wokół ściegiem zygzakowatym (tak postępujemy z obiema parami: ocieplina+mat. wierzchni)
.jpg)
4. Ozdabiamy - ja tym razem postanowiłam użyć ściegów ozdobnych, które posiada moje cudeńko:
.jpg)
[tutaj kończy się światło, bo robiłam to wieczorem, gdzy dzieci spały - przy pierwszej części mi dzielnie asystowały, co najmniej tak podekscytowane nową maszyną, jak ja sama]
5. Przystępujemy do składania kanapki (jak w patchworku) kładzieby zamek prawą stroną do prawej strony warstwy wierzchniej - tego nie widać, ale one łączą się GÓRNYMI krawędziami)
.jpg)
6. Na to kładziemy - również prawą stroną do materiału - podszewkę. Całość spinamy szpilkami wyginając suwak w kształt łuku wykroju
.jpg)
7. Wzdłuż tego łuku przeszywamy kanapkę ok. 0,5 cm od brzegu.
Całość wywijamy tak, aby zamek był na wierzchu. I podobną czynność wykonujemy na drugiej stronie (czyli układamy kanapkę, jak w pkt 5 i 6., różnica polega na tym, że do zamka jest już przyszyta druga część zwisająca u dołu)
.jpg)
8. Mamy wszyty zamek. Po rozłożeniu wygląda to tak:
.jpg)
9. Kolejna figura: składamy razem podszewki i warstwy wierzchnie (prawymi stronami do siebie (UWAGA: NALEŻY PRZYNAJMNIEJ DO POŁOWY ROZPIĄĆ ZAMEK!!!)
.jpg)
10. - na podszewce narysowałam linie zszycia - proszę zwrócić uwagę na przerwę u góry zdjęcia - przez nią potem wywiniemy kosmetyczkę na prawą stronę. Nie zszywamy również narożników - poddobnie, tyle, że bez tej przerwy na wywinięcie - zszywamy wierzchy
.jpg)
11. Narożniki zszywamy tak, jak pokazałam na zdjęciu - specjalnie zostawiłam tą ziejącą dziurę, żeby było widać.
.jpg)
12. Tak wygląd narożnik po zszyciu - podobnie zszywamy wszystkie 4 (wierzchnie i podszewkowe)
.jpg)
13. Przewijamy całość przez tę dziurkę w podszewce, zszywamy ją, wygładzamy całość i mamy kosmeTYCIUNĘ:)
.jpg)
Zapewne nie jest to tutek zbyt błyskotliwy, ale proszę wziąć poprawkę na to,
że pisała go matka nocami karmiąca o godz. 23.30. Ewentualne pytania proszę stawiać - odpowiem.