Nadal Jadzik choruje mocno - chyba najmocniej ze wszystkich naszych dzieci. Kolejna noc z dlugą przerwą - tym razem między 1.15 a 4 .35. Malpiszon odespal w dzień :) Widząc, że rodzice niezbyt żywotni jakos, starsze dzieci wsparly mnie w robieniu obiadu i przejely smażenie schabowych. Podzielilismy pracę rozsądnie, by czynnosci w miarę odpowiadaly możliwosciom. I tak Anielce przypadlo obtaczanie kotletów w jajku i w bulce, Krzys za to stanąl przy patelni :)



Wigi wyciągnęla z szuflady dziecięcy fartuch kuchenny, przybiegla do mnie ze slowami: "tamta?! tamta?" sugerującymi, że chce zostać omotana tą wlasnie sztuką odzieży. Po czym, okropnie zadowolona ulotnila się by wyjadać kukurydzę do salaty. Kotek na fartuchu, jak widać baaaardzo zajmujący jest :)


A teraz odpowiem na zapytania, bo, jak wspomnialam, zostalam odcięta od komentarzy. Oglądam Wasze blogi i guzik, nic nie mogę skropbąć :(
Przede wszystkim bardzo dziekuję za wszelkie wsparnie moralne związane z ospą. Już jestesmy na wylocie, tak zakladam (oby to nie okazalo się mysleniem zyczeniowym). Welna to, faktycznie aade long, 800m/100g, druty to nr 5 albo 6, nie pamiętam.
Na tym kończę, idę na Ranczo (z drutami, a jakże :)))